233 dni. ►
Pod publikę?
Swój pierwszy blog z opowiadaniem założyłam w listopadzie 2010 roku. Oczywiście hetero, z dennymi, beznadziejnymi fabułami, które były tak głupie, że teraz sama się z siebie śmieję. Cholernie niedopracowane, gubiłam się w nich i nie potrafiłam ogarnąć. Mój styl pisania również wiele pozostawiał do życzenia. Teraz, gdy czytam tamte opowiadania, zauważam ogromny postęp, jaki udało mi się uczynić przez te trzy lata. Może i nie piszę teraz tak jakbym chciała, ale porównywalnie jest niebo lepiej. Cóż, pomijając to, LS był blogiem z ff. Nie pisałam z wymyślonymi postaciami, uczepiłam się jednej, która w tamtym czasie była cholernie modna i tak jakoś wyszło, że pisałam o tej osobie do kwietnia 2012 roku. Śmieszne, bo nigdy nie byłam fanką Justina Biebera, oczywiście też nie hejtowałam go, czy coś, po prostu pisałam o nim, bo wiedziałam, że inni będą to czytać i nie pomyliłam się. Teraz myślę, że tamten blog naprawdę mi wyszedł, bo cholera, porównując do tych moich teraźniejszych, czytelników miałam o wiele więcej, przynajmniej tak wnioskuję. Pięćdziesiąt komentarzy pod notką, co ważniejsze - prawie w ogóle nie było spamu, a wszystkim się podobało (czego do tej pory nie potrafię ogarnąć). I jak na początkującą autorkę byłam z siebie niesamowicie dumna, stworzyć coś, co komuś się spodoba, co ktoś doceni.
Później miałam krótką przerwę w pisaniu, ponad pięć miesięcy. I dużo się zmieniło, zwłaszcza mój gust. Miałam już naprawdę dość pisania o tej samej osobie, choć myśl, że stracę większość czytelników lub wszystkich, trochę mnie dołowała. Przeszłam na Yaoi, napisałam prolog, byłam z niego całkiem zadowolona. "Troubles Maker" lub jak kto woli - "Saranghae". Niby postacie autorskie, choć jednym z nich był Lee Gikwang z Beast, tyle że pod innym imieniem i nazwiskiem. Nawet nie wiecie, jak cieszyłam się na to opowiadanie, choć fabularnie było również zwykłe. Nawet rozdziały były dłuższe - więcej niż jedną stronę w Wordzie, jak na mnie - coś dziwnego. I pisząc to opowiadanie czułam różnicę, wreszcie przestałam pisać z przymusu, jak to było do kwietnia 2012 roku. Wtedy już źle mi się pisało o Bieberze. I tak, straciłam wszystkich czytelników, już nikt nie chciał czytać mojego innego opowiadania, bo zależało im na jednym, głównym bohaterze. Mieli gdzieś styl, niesamowite błędy jakie popełniałam, schematyczną fabułę... One były tylko tłem dla ich idola.
Teraz, gdy porównuję swoje blogi do tego pierwszego, z treścią jest zdecydowanie lepiej, bo nie tylko ja widzę tę różnicę (co nie znaczy, że jest dobrze, wiele rzeczy chcę zmienić, dopracować i się nauczyć), natomiast miałam wrażenie, że niewiele osób tę zmianę docenia, to, że się staram i chcę pisać coraz lepiej, więcej. Później jednak doszłam do wniosku, że piszę dla siebie, nie dla kogoś, że to ma mi sprawiać przyjemność, to ja mam być zadowolona ze swojej pracy, nie ktoś. Przestałam też przejmować się ilością czytających i komentujących. Myślę, że cieszyłabym się, nawet jeśli czytałaby te ff tylko jedna osoba. To i tak dużo. I myśląc o tym już od jakiegoś czasu, natknęłam się na parę rzeczy, które trochę zaczęły mnie irytować, mianowicie wszystko tworzone pod publikę. Często natykam się na wypowiedzi typu nie napiszę tego, bo i tak nikt nie będzie czytał. Ktoś na pewno się znajdzie, a czy to ważne, czy będzie to dziesięć osób, czy dwadzieścia? Ważne jest to, że jako autorce będzie ci się pisało to dobrze i będziesz zadowolona ze swojej pracy, a nie pisała pod przymusem. Myślę, że z takim podejściem, pisanie opowiadań szybko stanie się obowiązkiem, nie przyjemnością. Nie pisz tego, czego nie chcesz, pisz to na co masz ochotę, bo po co się męczyć i niepotrzebnie denerwować?
Takim sposobem rzuciłam opowiadania o Bieberze i o Shinee (które pisałam później, dawały mi radość tylko przez chwilę. Właściwie nigdy nie byłam Shawolem, choć Shinee bardzo lubię). I nie zamierzam do tego wracać. Jeżeli ktokolwiek czyta moje opowiadania, cholernie się cieszę, a skoro nie mam tych pięćdziesięciu komentarzy pod notką, najwyraźniej nie zasługuję i trudno. Dziwię się, że w ogóle ktoś chcę skomentować te wszystkie opowiadania, które piszę.
I wiecie co? Już nigdy nie wróciłabym do pisania o Bieberze, One Direction, czy też Shinee (co czyta większość kpopperów). Będę pisać o kim chcę, co chcę i kiedy chcę, bo robię to przede wszystkim dla siebie i własnej satysfakcji, a jeżeli ktoś ma ochotę przeczytać, to świetnie, czuję się jeszcze lepiej niż trzy lata temu. Ale co jedna osoba może? I tak nadal wszystko będzie robione pod publikę, komentarze. Niby ta opinia jest jakimś napędem, który dodaje weny i motywacji, ale nie jest najważniejsza i chyba niektórzy o tym zapominają, a kiedyś byłam jedną z nich. Smutne.
A najważniejsze jest to, by zapamiętać, że pisanie opowiadań powinno być przyjemnością, nie obowiązkiem i o tym będę przypominała sobie zawsze, kiedy będę brała się za pisanie jakiegoś ff.
Jaka ty głęboka jesteś;; <3
OdpowiedzUsuńTotalnie, bezsprzecznie i bezdyskusyjnie zrobiłaś mi noc. Czytałam z uśmiechem na ustach... Piszę z komórki, więc to będzie króciutkie, ale chyba skomentuję jutro więcej. Bo chcę i mogę! :D Dajesz motywację do pisania, wiesz?
OdpowiedzUsuńUwielbiam twoje opowiadania. Są nie tylko świetne do czytania wieczorkiem z herbatą w ręku, ale także do motywacji. Widząc, jak ciężko nad nimi pracujesz, naprawdę pomagasz wielu dziewczynom, które być może zwątpiły w swoje umiejętności pisarskie. Tym postem jeszcze bardziej zachęcasz nas do działania i za to bardzo, ale to bardzo dziękuję w imieniu swoim oraz tych dziewcząt ^^
OdpowiedzUsuńPrzeczytałam już wczoraj, ale dopiero teraz umiem to skomentować. Yay, te wszystkie przemyślenia, każde słowo tu zawarte... Wszystko takie głębokie i pełne niewytłumaczalnej motywacji do działania. Tym tekstem pokazujesz, iż bez względu na wszystko nie można się poddawać. Publikując w internecie swoje twory, napędzasz innych do działania. Dla wielu jesteś przykładem i mentorem, dużo osób stawia Ciebie jako wzór i to jest piękne. Masz ogromny talent i mogę Ci tylko podziękować za chęć dzielenia się nim ze światem. Pozdrawiam serdecznie, mam nadzieję, iż Twoja działalność nie skończy się za szybko. Dziękuję za wszystko x
OdpowiedzUsuń